...dla Esty, gdziekolwiek jutro będziecie.
I napiszcie, dlaczego Ją pamiętacie, jak się spotkaliście, co z tych spotkań zostanie w Waszej pamięci. Albo w komentarzach, albo w mailu do mnie, a ja to opublikuję.
Poniżej kilka słów od przyjaciół, kolegów. Dodajcie proszę swoje...
Nadię poznałam na początku 2 klasy gimnazjum. Siedziała na korytarzu i czytała książkę, której jeszcze nie wydano*. Zagadałam do niej, rozmawiałyśmy i tak okazało się, że będziemy chodziły na to samo kółko biologiczne. Poznawałyśmy się, zbliżałyśmy się i w końcu pojawiła się przyjaźń. Pierwsze Andrzejki, Ssylwester itd. Stałyśmy się dla siebie bardzo bliskie.
Zawsze będę ją pamiętała jako osobę bardzo silną, twardą, lecz miłą i w środku delikatną. Tego czego mi najbardziej brakuje, to jej umiejętności słuchania ludzi. Nigdy nie zapomnę jak odeszła. Była dla mnie bardzo, bardzo ważna i nikt nigdy nie zastąpi mi jej, bo nikt nie jest tak wspaniały, jak była Ona.
* Kumpel pracujący wówczas w pewnym wydawnictwie, dawał nam czasem takie redakcyjne wydruki książek do poczytania; kiedyś także mój znajomy pisarz, nie wydaną jeszcze swoją książkę w takiej formie nam udostępnił. Którą z nich wówczas czytała Nadia, trudno stwierdzić...
Podejrzewam, iż moje słowa, mimo że są szczere, nie wniosą nic nowego. Nie ma sensu też pisać o tym, że bardzo Nadię lubię czy o czymkolwiek podobnym - wszak ma to być o Niej.
A jest dużo do pisania. "W trzech zwrotkach życia nigdy nie opowiesz" - śpiewa Andrzejczak (a może Cugowski?) i to prawda. Ile by nie napisać, i tak będzie za mało.
Chciałbym jednak napomnieć o niezwykłej sile, jaką charakteryzowała się Nadia, co właściwie w niej podziwiałem. A gdy już kogoś podziwiam, muszę mieć do tego solidny powód. W moich oczach bowiem była zawsze była dziewczyną nie do złamania, która mimo wszystkich życiowych przeciwności parła naprzód. Odbiło się to także na niezwykłym zapale do obrony swoich poglądów, wiecznie dobrym humorze - a przynajmniej dobrze skrywanym złym - i sporej samodyscyplinie. Ale największe nawet zalety typu siła, odwaga czy wiedza nie mogą zjednać sympatii, takiej prawdziwej, płynącej z głębi duszy i tego małego fragmentu mózgu odpowiedzialnego tylko i wyłącznie za lokowanie uczuć. W zasadzie mam nadzieję, że zawsze byłem jej przyjacielem, miała bowiem tę nienazwaną cechę, która sprawiała, że rozmawiając z nią czułem się dobrze...
Adam
Nie pamiętałam dokładnej daty, kiedy poznałam Nadię, z kalendarzem w ręku na pewno bym sobie przypomniała, ale nie zapisałam tego faktu, tak jak Ona w pamiętniku, bo nie prowadzę pamiętnika, nigdy nie prowadziłam, nie lubię pisać i nie umiem.
O śmierci Nadii dowiedziałam się 22.06.2008 r. wieczorem, ostatni raz widziałam się z Nią i rozmawiałam w czwartek 19.06.2008 r., tego dnia dużo czasu spędziłyśmy razem, przyszła do mnie do klasy, siedziała ze mną w ławce, na moich lekcjach, na podłodze, na przerwach, bo Ona w tym dniu, już zakończyła swój rok szkolny. Potem odprowadziłam Ją na przystanek, nawet woźna mi pozwoliła wyjść ze szkoły, i wróciłam z powrotem na lekcje, umówiłyśmy się na poniedziałek.
Cieszę się, że powstał blog o Nadii i dla Nadii, i dla nas wszystkich, i że ma Pani siłę.
Odkąd pamiętam, "Gra w klasy" Cortazara zawsze była w domu, bo to ulubiona książka mojej mamy. Zaciekawił mnie kiedyś tytuł, no bo gra w klasy, ale kiedy się zorientowałam, że to nie taka gra, o jakiej ja myślę, to przestałam interesować się książką. Później, kiedy mama mi ją polecała i tłumaczyła, że gra w życie, też jest w jakiś sposób grą w klasy, też po nią nie sięgnęłam. Pamiętam, kiedy powiedziałam mamie, że Nadia też bardzo lubi Cortazara. Ucieszyła się i powiedziała, że może Nadia mnie w końcu przekona. Ucieszyła się nie tylko dlatego, że Nadia mnie przekona, ale tak w ogóle, cieszyła ją każda moja informacja o Nadii, bo cieszyła się razem ze mną, że poznaję kogoś fascynującego, inteligentnego i mądrego. I pod koniec wakacji zaczęłam czytać " Grę w klasy ", ze względu na Nadię. I nie tylko ja.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że lepiej unikać ludzi na których nam zależy, bo albo ich krzywdzimy, choćby nieświadomie, ale jednak, kiedy ich oswoimy i są nasi, to zaczynamy się o nich bać, i jest jeszcze trudniej albo odchodzą, i lepiej zadawać się z idiotami, jest łatwiej.**
Żałuję, że nie interesowałam się Nią, tak jak Ona mną, ale to jak mawiał Gombrowicz "z nadmiaru uszanowania " dla Jej wiedzy, inteligencji, oczytania.
Sara
To wyjątki z listu o Nadii od Sary, bardzo Ci dziękuję, że mi to wysłałaś i zachowałaś chociaż część rozmów z Nią.
** Tu jednak się nie zgadzam, bo gdybyśmy mieli się zadawać z samymi idiotami, to nasze życie byłoby naprawdę pozbawione nie tylko sensu, ale i nudne. Nie można z góry zakładać, że stracimy to, co kochamy, bo stalibyśmy się niezdolni do miłości, a życie pozbawione prawdziwych, dobrych relacji z innymi, byłoby koszmarem nie do zniesienia... A przecież i tak nie jest łatwo. Myślę, że podstawową (choć nie oryginalną) nauką z takich wypadków, jest to, że o relacje z ludźmi musimy dbać codziennie, nie od święta, nie możemy tego odkładać na później, bo czasem nie ma tego później. Każdego dnia warto żyć tak, jakby ten dzień był jedyny.