poniedziałek, 12 stycznia 2009

słownik k-p oraz wiadomości aukcyjne


Dziś dalszy ciąg słownika oraz serdeczne podziękowania dla uczestników WOŚP’owej licytacji, która się całkiem ładnie rozkręciła i wygląda na to, że amatorzy rysunków Nadii przystąpili do prawdziwej walki. Bardzo się cieszę i myślę, że autorka byłaby zachwycona swoim wkładem dla orkiestry i sama powiedziałaby: ładnieee!.

Właściwie chciałam powiedzieć, że pewnie jest WNIEBOWZIĘTA...

Co stanowi odpowiednie wprowadzenie także dla słownika, nieprawdaż?


Cd - AlterSight: słownik pojęć autorskich, wyrażeń slangowych, najczęściej używanych określeń potocznych etc.na autorytatywnych źródłach oparty i gwoli porządku alfabetycznie.



kacentojlet (katzen-toilette) – dosł. kocia kuweta (niem.); 1. kac; 2. bałagan po imprezie, popijawie; 3. łazienka, w której àagenci pozbywają się efektów kaca; 4. àsajgon. wyrażenie autorskie.

kalecznictwo – wyjątkowa umiejętność psucia wszystkiego czy posługiwania się niedbałym językiem (moje domysły – LW) ?

kalny – mętny, niewyraźny. pochodzenie: gwara śląska.

kapliczka – ?

kataralny – (o pogodzie) nieprzyjemny, mglisty, wilgotny, chłodny – ogółem sprzyjający przeziębieniu i tego typu niemiłym przypadłościom. przeczytane.

kibel – 1. wychodek; 2. wiadro, kubełek. pochodzenie: przypuszczalnie język niemiecki tudzież gwara śląska.

kiblować
– siedzieć w więzieniu

kitajec – popularne określenie na Azjatę. pochodzenie: kitajec (китáец) – ros. Chińczyk.

klamoty – rzeczy, chłam, àstuff. pochodzenie: mowa potoczna.

kompost – poczta elektroniczna, e-mail; najczęściej używane w odniesieniu do spamu. gra słów: komp (komputer) + post (ang. poczta). raczej autorskie.

komuna
– ?

konserwacja – konwersacja, rozmowa. powstałe z przestawienia liter w wyrazie konwersacja. najprawdopodobniej zasłyszane.

kurdupel – każdy osobnik niższy od ciebie o 10 lub więcej centymetrów. zastosowanie autorskie.

lakhowie – jedna z nacji, ras (?) – bohaterów Altersighta

lama lub lamer – 1. ogółem kaleka, frajer; 2. osoba nie znająca się na komputerach etc. (ale udająca znawcę i na każdym kroku popisująca się posiadaną – nikłą – wiedzą). pochodzenie: lame – ang. kaleki. wyrażenie potoczne.

łapyma – łapami, rękami. autorskie.

łykliwe
– odpowiednik słowa àzjadliwe, używany w odniesieniu do napojów. wyrażenie autorskie.

makulatura – wszelki papier ogółem. potoczne.

małe piwo – drobiazg, pestka. potoczne

małolitrażowy – o tzw. słabej głowie, niezbyt odporny na działanie alkoholu. pochodzenie: mowa potoczna.

martwy dzień
- ?

marycha – 1. cytryna (wyrażenie autorskie); 2. marihuana.

matematacz -

milcz, bluźnierco – zwrot wyrażający dezaprobatę, niesmak, sprzeciw wobec czyjejś wypowiedzi. wyrażenie autorskie.

milion – minuta (np. dziesięć milionów po dziewiętnastej). wyrażenie zasłyszane w radiowej Trójce.

Mocny Argument – wyjątkowo solidny, stalowy nóż agentów z Meiido; także ogólne określenie dużego, ostrego, rzeźnickiego noża. autorskie.

momenta – [daj mi momenta] daj mi chwilę, poczekaj. wyrażenie autorskie.

morda
– siedź cicho, zamknij się, morda z kubeł. wyrażenie potoczne.

morda polityczna – zakazana gęba. autorskie.

moron – głupek, kretyn, idiota (moron – ang. kretyn.). wyrażenie popularne, przeważnie nieobraźliwe, nieraz wręcz pieszczotliwe.

mosiądz
– określenie używane wobec osobników płci męskiej, nieobraźliwe. autorskie.

moskit – komar tudzież inny gryzący insekt.

nabłoć - ?

na jaki plaster
– po jaką cholerę

narząd kłujny
– proszę się domyśleć

natentychmiast
– szybciorkiem!, w te pędy!

nerka
– ?

nielogiczny
- àdaremny, idiotyczny, bezsensowny, lipny. używane najczęściej przez Misałcię, nieraz w odniesieniu do dość zaskakujących w połączeniu z tym słowem zjawisk lub rzeczy, np. nielogiczne łyżwy. zastosowanie zasadniczo autorskie.

niskopienny – niewysoki osobnik, kurdupel mówiąc wprost

nocnik – podobnie jak àgarnek, przeważnie używane w znaczeniu: kubek. autorskie/zasłyszane.

no hay problema – zrozumiałe, tylko nie znam genezy

obsobaczać – robić komuś awanturę, opieprzać. wyrażenie potoczne. pochodzenie: sobaka – ros. pies.

odletieła (mu, jej etc.) krysza – odbiła (mu, jej etc.) szajba. wyrażenie rosyjskie (idiom – dosł. "odleciał (mu, jej etc.) dach").

odnóża – nogi.

odwłok
– tyłek. często używane w wyrażeniu: o kant odwłoka potłuc coś, które oznacza, że coś jest zupełnie beznadziejne.

otorbienie – bagaże, które nosimy ze sobą...

otylizna – ?

paczka-mózgołupaczka - ?

palcyma
– palcami. autorskie.

parlamentarne wyrażenia
– przekleństwa, wulgaryzmy, obelgi.

paść jak 20 groszy – paść na miejscu ze zmęczenia

pierny – nadający się do prania (dykutuje się zwykle czy koty są pierne czy nie...)

pijawkówka
– likier waniliowy. nazwa wynika ze sposobu przyrządzania tego napitku – w butelce, do której zlewa się likier, musi znajdować się laska wanilii, "wyglądająca jak wygłodzona pijawka". pochodzenie: Joanna Chmielewska "Książka poniekąd kucharska".

podupy
– obelgi, kalumnie. wyrażenie autorskie.

pokrowiec
– biustonosz, zasłyszane w rodzinie

polewka truskawkowa
– krew. wyrażenie autorskie.

polityka - ?????

popylać – posuwać się bardzo szybko (raczej na nogach niż jakimkolwiek pojazdem)

pożywiom, uwidim – pożyjemy, zobaczymy (ros.).

półośka – ręka. wyrażenie zasłyszane od rodziny Alexann.

preferisco
- ?

primo, secundo, tertio etc. – łac. po pierwsze, po drugie, trzecie etc., bardzo często używane przez agentów.

prycz - łóżko

przecieniać - ?

przydupas – 1. dupek; 2. sługus, fagas, lizus, wazeliniarz; 3. służący (przy dupie swego pana/swej pani); 4. absztyfikant; 5. "człowiek o tak ogromnym, kobylastym siedzeniu, iż zdaje się być istotą odbrębną, lecz zależną od swego tyłka, podporządkowaną mu, istniejącą niejako obok, jako dodatek do owej wielkiej dupy". znaczenia 1, 2, 3, 4 (?): potoczne, 5: autorskie.

przygrzmotać organizmem – upaść, uderzyć o coś. autorskie.

piątek, 9 stycznia 2009

aukcja









Jestem troszkę rozczarowana brakiem zainteresowania aukcją, bo do tej pory tylko jedna osoba wykazała zainteresowanie, za co bardzo dziękuję, także w imieniu WOŚP.

O wystawionych rysunkach chcę jeszcze tylko powiedzieć, że wybrałam takie, które uważam za dobre, ale mogę jednak się z nimi rozstać (chociaż nie za złotówkę; wybaczcie, ale to nie miałoby jednak sensu), bo naturalnie mam i takie, których nie pozbyłabym się za żadne skarby.

Mimo mizernych rezultatów jak na razie, postanowiłam jednak dodać jeszcze 3 drobiazgi na aukcję.

Tym razem to biżuteria.

Kolczyki „muszki” z turkusami, które Nadia „zamówiła” sobie na urodziny, ale nie zdążyła ich nosić, kolczyki „cygańskie”, dla których też jakoś nie znalazła okazji, aby je założyć i wisiorek-zawieszkę „szyszki”. To ostatnie, to przykład oryginalnej biżuterii robionej z części prawdziwych roślin, galwanizowanych w miedzi i posrebrzanych. W sam raz dla fanów biologii ;-)



Linki do aukcji to:

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=234219

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=234253

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=234282

środa, 7 stycznia 2009

rysunki na aukcji








Na razie wystawiłam na aukcji 4 rysunki Nadii. Oto linki do tych aukcji i wybór rysunków:

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=229135

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=229120

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=229072

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=229010

największa orkiestra świata


Przerwę na chwilę publikowanie słownika, bo jest ważna sprawa.

Od dwóch lat, Nadia wraz z Olą, były wolontariuszkami i zbierały pieniądze na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, z czego bardzo była dumna, cieszyła się na to. Na pewno zbierałaby dalej, gdyby była z nami...

Ale jest sposób na to, aby także i teraz miała w tym swój udział, bo jestem pewna, że na pewno by tego chciała. Zarejestrowałam się dziś na Allegro jako Esty_W i zamierzam wystawić na aukcję na rzecz Orkiestry kilka oryginałów Jej rysunków, może parę innych drobiazgów, zastanowię się jeszcze do jutra co konkretnie.

I pierwsza prośba: weźcie w tym udział, nawet niewielkie pieniądze uzyskane w ten sposób na rzecz ratowania chorych dzieci, to cel, do którego, mam nadzieję, nie trzeba nikogo przekonywać.
Pozwólcie Nadii w ten sposób nadal brać w tym udział. Kupcie wystawione prace, pomożecie Jej jeszcze raz zagrać w tej pięknej kapeli.

I prośba druga do bielszczan: ponieważ wiem, że Ola nadal w tę najbliższą niedzielę będzie zbierała pieniądze na WOŚP, w tym samym miejscu co zwykle z Nadią, tj. obok KFC (plac Wojska Polskiego w Bielsku-Białej oczywiście), pomóżcie także jej, wrzućcie do jej puszki cosik, może także za Nadię.
A może się tam spotkamy? Np. o 12.00? Z kanapkami i termosami, bo jak Nadia zanotowała, cytując Olę: "głodny wolontariusz – to zły wolontariusz".
Ja tam będę.

A jutro podam szczegółowe informacje nt. aukcji i wystawianych przedmiotów z linkiem do odpowiedniej strony.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

słownik autorski cz. 1 A-J


W kilku miejscach starałam się uzupełnić braki, tylko nie wiem czy będzie widoczne gdzie na stronie, bo nadal nie mogę ingerować w kolor, a starałam się własne dodatki dać w innym kolorze. Zaznaczę kursywą, może to zadziała...

Dalsze części w kolejnych dniach.




AlterSight: słownik pojęć autorskich, wyrażeń slangowych, najczęściej używanych określeń potocznych etc.

na autorytatywnych źródłach oparty i gwoli porządku alfabetycznie.




ad deliberandum
– (łac.) do rozważenia, do namysłu [oddawać coś].



ady – za Nowym Słownikiem Gwary Uczniowskiej*: "słowo wyrażające zdziwienie, zaskoczenie typu: coś ty".



agent – popularne określenie na postaci AlterSight, którego historia jest trochę zbyt skomplikowana, aby ją przytaczać w słowniku; adekwatna definicja NSGU: "[...] 2. człowiek śmieszny, płatający figle; osoba dowcipna, wykazująca poczucie humoru; 3. człowiek odważny, niekiedy bezczelny; kombinator".



aj waj – wyrażenie żydowskie, wyrażające rozpacz. tu często używane przez Hiko (także w odniesieniu do drobiazgów).



aleatoryczny – dowolny. słowo lubiane i często używane tu w tym ogólnym znaczeniu, nie zaś, jak jest to ogólnie przyjęte, w odniesieniu do tzw. muzyki aleatorycznej. pochodzenie: z łaciny aleatoris – związany z grą w kości.



amalgamat – dosł. stop metalu (np. srebra) z rtęcią; przenośnie oznacza mieszaninę różnych elementów, zlepek – i w tym znaczeniu słowo to jest najczęściej używane przez àagentów AlterSighta, zazwyczaj jako określenie na jakąś podejrzaną substancję bądź na chaos, konfuzję, àsajgon. pochodzenie znaczenia przenośnego: mowa potoczna.



analfabet – za NSGU: "notatnik służący do notowania ważnych zdarzeń, aby o nich nie zapomnieć; skorowidz".



ankit – za NSGU: "słowo wyrażające obojętność, brak zainteresowania".



biba – najpopularniejszy synonim słowa impreza. wyrażenie potoczne.



bojtel/bojtlik
– reklamówka, torebka (nylon bojtlik = plastikowa reklamówka). pochodzenie: gwara śląska.



bóbr
– określenie na daremny, brzydki, bezużyteczny, do niczego się nie nadający łach. bobry zakładane są np. do robót remontowych czy farbowania włosów, bowiem nie szkoda ich zabrudzić i zniszczyć. autorskie.



chać – dom, mieszkanie, chata. autorskie.



chetowarzysz? (np. Guevara, ale wyrażenie jest uzywane często u Cortazara, natomiast nie ma w słowniku hiszpanskim)



cholera cię/was/ich etc.wiadomo chyba?



chrzczony – rozcieńczony, słaby; używane w odniesieniu do alkoholu etc., np. chrzczona wódka, wino, piwo czy słynne chrzczone mleko z Meiido, rzadziej choćby chrzczone paliwo. pochodzenie: mowa potoczna.



cia – tak. autorskie.



ciepła wódka – tu: synonim czegoś wyjątkowo obrzydliwego. autorskie.



ciepnąć – rzucić. pochodzenie: gwara śląska.



cieszy się, jakby mu kto w kieszeń napluł
– cieszy się bez szczególnego powodu, głupio. wyrażenie potoczne.



czaj – 1. herbata (prawie zawsze używane w tym znaczeniu); 2. "czifir" ('gęsty, smolisty herbaciany napitek, popularny wśród ludzi marginesu społecznego; bardzo mocny napar z liści czarnej herbaty zalanych wrzątkiem; traktowany jak silny narkotyk i podobnie działający; może wywoływać halucynacje, mocno przyspieszone bicie serca, bezsenność i niepokój; może doprowadzić do ataku serca'). pochodzenie: 1. chai – hind. herbata; 2. polska gwara więzienna.



dag [dah] – cześć; używane przeważnie na pożegnanie. pochodzenie: dag – hol. cześć; używane w rozmowach Marka Niedźwiedzkiego i Aliny Dragan podczas notowań listy przebojów radiowej Trójki.



daktyl – palec. pochodzenie: się zdaje, że greka.



daremny – kiepski, beznadziejny, do niczego. zastosowanie poniekąd autorskie.



detalistyka
skupianie się na szczegółach (często zupełnie niepotrzebne)



dobrze mówi(ą), polać mu/jej/im – popularne lakhowskie powiedzenie, wyrażające uznanie i poparcie czyjejś wypowiedzi.



drzazgą pisane
– 1) wątpliwe; 2) cienkie, kiepskiej jakości. pochodzenie: mowa potoczna (przekształcone z: patykiem pisane [wino]).



duch brudny – duch nieczysty. àagenci i àlakhowie nieraz zwracają się tak do siebie nawzajem. wyrażenie autorskie.



dupę [mi] w trójkąty porozrywa - rodzinne (Kaścyne), mnie więcej tyle samo co: jak się najem to pęknę


dupny – duży. pochodzenie: gwara śląska.



dupopis
– długopis, cienkopis, pióro, marker etc. – najogólniej cokolwiek, czym się pisze (może z wyjątkiem ołówków, kredek etc.). pochodzenie: Julio Cortazar, "Książka dla Manuela".



dzierżyj – trzymaj (ros.).



ekstraordynaryjny
- nadzwyczajny



farfocel
ha!? śmieć pływający w czymś, coś plączącego się niepotrzebnie



fedrować – kopać (w ziemi etc.). pochodzenie: gwara śląska.



(a) figę z pętelką
– skrzyżowanie wyrażeń a figę i a guzik z pętelką. autorskie.



gajdzin – cudzoziemiec; spolszczona wersja japońskiego słowa gaijin, oznaczającego cudzoziemca [oryginalnie: nie-Japończyka].



garnek
– przeważnie używane w znaczeniu: kubek. patrz też: ànocnik. autorskie/zasłyszane.



gaz – 1. w wyrażeniu: postawić pod gazem = postawić na gazie (np. rondel); 2. w wyrażeniach: pod gazem lub na gazie – na rauszu, w stanie upojenia alkoholowego (delirium). znaczenie 1: autorskie, 2: potoczne.



gębaz Gombrowicza (to, co inni nam przyprawiają)



grunt (dziewiętnastowieczny) – głupek, tuman, palant, debil, idiota, prostak. wyrażenie autorskie.



gnojek
bez komentarza



gomen
– przepraszam (jap.).



gumolajec - ?



hai
– tak (jap.).



halucyn
– grzybek halucynogenny. najczęściej używane w wyrażeniu: po kiego halucyna, czyli: po co, po kiego grzyba, po jaką cholerę, à


na jaki plaster
- autorskie.



hecny – zabawny, fajny, śmieszny, nietypowy. autorskie/zasłyszane.



historyczny – stary, zamierzchły, dawny, z dawnych czasów. używane najczęściej w odniesieniu do starych (a co najmniej nie najnowszych) przedmiotów.



igruszki – zabawki, àstuff. pochodzenie: igruszki () – ros. zabawki.



inhalt – zawartość (niem.), używane najczęściej w odniesieniu do alkoholu (zawartości flaszki).



intoksykacja
– zatruwanie własnego organizmu, spożywanie szkodliwych substancji; tu najczęściej używane w wyrażeniu: sesja intoksykacji, najczęściej oznaczającym zażywanie narkotyków lub picie alkoholu.



jaj – ?



jawohl
– tak jest (niem.). używane samodzielnie lub w wyrażeniu: jawohl, Herr/Frau General (tak jest, panie generale/pani generał).



jebut pierdóltaki wykrzyknik, kiedy coś spada z hukiem...



Jezu Personalny!
najwyraźniej odwołanie do osobistego nawiązujące do piosenki „Personal Jesus” Depeche Mode (u mnie to byłby „Chocolate Jesus” Toma Waitsa)

----------------------------------------------------------------------------

* Nowy Słownik Gwary Uczniowskiej – Wydawnictwo Europa, Wrocław 2004; dalej: NSGU

niedziela, 4 stycznia 2009

białe szaleństwo


Mamy wreszcie zimę w zimie i przypuszczam, że ci, co jeżdżą na nartach czy deskach, bez przykrości z niej korzystają. I dziś taki fragmencik Altersighta o radości na śniegu.

Kolaż fotek z zeszłego roku.



BIAŁE SZALEŃSTWO @ AlterSight
(fragment)

Na wstępie należy zaznaczyć, iż wszelkie wyczyny agentów wymagają niebywałej sprawności fizycznej, zupełnie szczególnej odporności na ból i wysokie stężenia adrenaliny oraz absolutnie wyjątkowego agentowskiego skrzywienia umysłowego (czytaj: totalnego porąbania, bezbrzeżnej głupoty, nieopisanego zdurnienia i niesamowitego niedorozwoju ogólnopsychicznego), jakie w takim natężeniu cechuje tylko ich. Dlatego też radzimy czytelnikom nie próbować ich naśladować i powtarzać tych wariactw – chyba że naprawdę chcecie ratować planetę poprzez zmiejszenie we własnym zakresie liczebności ludzkiej populacji.
(...)

...szybciej, szybciej, SZYBCIEJ!! ojoj. chyba się nie będzie dało... łoo... cholerne drzewo! jau! uuu... yesss, udało się, u, teraz tu,... obrocik iii jedziemy. dobre jest. prawo, lewo, prawo, lewo, prawo ukos, lewo ukos, prostoooo, szybciej! iha! jedna rynna, dwie rynny?! a, jak szaleć, to szaleć, dwie, prawo! łuu, wywali mnie czy nie? nooo... łojezupersonalny, jaka mulda... hyhy... no, jesteśmy. lewo! prawo! lewo ukos, ukos prawo i prostooooo! SZYBCIEJ!! ŁAA! ożeżkurwa, polecę. jjiiiii...

ŁUP!

- Ajć.

Misao spróbowała jakoś dźwignąć się na nogi i wydostać się spod drzewa (wjechała na skraj lasku sosnowego) na przejeżdżony śnieg, co nie było zbyt łatwe – jedynym rezultatem było obsypanie się dość obficie śniegiem z gałęzi sosny i odpięcie jednej narty. Hiko wkurzyła się i potężnym walnięciem ("ała, moje daktyle... ych, życie jest bolesne") odpięła drugą, jakoś je wygrzebała zza drzewa i zaczęła wyłazić z powrotem na tor. Wtedy nadjechał Bjørn.

- Co robisz? – zainteresował się.

- Testuję prawa fizyki. I jedno z dwojga, albo trochę przedobrzyłam, albo Piro swoim zwyczajem zarył śnieg i się zrobiła mulda, na której mnie zarzuciło – utłukę go za to.

- Stawiam na to drugie – rzekł Bjørn, pomadając jej rękę i wyciągając na górę. – Swoją drogą, pamiętasz, jakie były ustalone w kodeksie kary za takie rzeczy?

- Yy, czekaj, dzień bez pierogów? A nie, to za co innego było... momenta... – Misałcia zamyśliła się głęboko. – O, mam! Powieszenie za jaja na wyciągu, tak?

- Bingo – ucieszył się Bjørn i oddalił się w stronę wyciągu. Hiko założyła narty i po chwili też już jechała w górę stoku.

(...)

sobota, 3 stycznia 2009

tygrys ze Szwecji...


...i inne mniej lub bardziej prywatne kody.

Myślę, albo tylko mi się wydaje, że w każdej rodzinie, zaprzyjaźnionej grupie towarzyskiej, środowisku zawodowym, itp. tworzą się języki lub zalążki języka specyficznego tylko dla tej grupy i zrozumiałego w pełni tylko dla jej członków. Potem oczywiście, jeśli powiedzenie jest fajne czy zabawne, często się to rozchodzi dalej i żyje swoim życiem. Wspominałam już nieraz, że Nadia namiętnie kolekcjonowała i dokumentowała takie rzeczy, także po to, aby np. użyć tego w powieści. I poniższy spis, gdzie pomieszane są różne powiedzonka, rodzinne, ale nie tylko, właśnie dla tego celu był zrobiony. Wkrótce zaprezentuję także słownik, który Nadia ułożyła, chociaż nie dokończyła definiowania wszystkich słów.

A gdzie w tym tygrys? Na prezentowanym zdjęciu Nadia ma go na sobie, bo to sweter. Mój, ale często mi go podkradała. Kiedy go kupiłam bardzo mnie rozbawiła marka producenta „Tiger of Sweden” i tak też ochrzciłyśmy samą rzecz. Więc kiedy mówiłam: - Oddaj mi tygrysa!, zaraz obie dodawałyśmy śmiejąc się: - Cóż, że ze Szwecji...” (ostatnio kupiłam za 2 złote piękny jedwabny krawat w kropeczki tejże marki, głównie dlatego, że Nadii by się spodobał, bo chociaż krawaty, które nosiła pochodziły z mojej kolekcji, to ja sama prawie nigdy ich nie nosiłam, za to nie mogę się oprzeć design’owi...)



A ten zbiór nazywa się „tytuły – miscellanea altersightowskie”

derdydas
zwierz/niedźwiedź*
kaj się ten trep ulung?
gorzałecznik
głucha łosia*
saito = matematacz
nadmidupa
w dymionach, rura, drożdże i eja
zielonkawa decha od bejcy
sportsmenka telewizyjna
ja do dzieciątka jezus
piję, ale nie zakąszam
piękne badziewie
a co pani tam ma w tym prosektorium? (i tak cię nie...)*
zwykły odrynarny keczup
interesiki czarniusie, polityka, polityka!
gość w dom, bóg wie po co / żona w ciąży
czym chata bogata, tym goście rzygają
jak cię widzą to pracuj
san francisco, san sebastian, san...domierz
las vegas, las palmas, las... cygański
nie proś się żyda
"nowy absztyfikant misałci"
misałcia = malinka
alina = wisienka
alexann = czekoladka
(karmel, wiadomo, to karmel)
mar = śliweczka
kristina = truskaweczka
freja = ciasteczko aka pomarańczka (all by bjoern)
inne drobne sprawki lakhów
hasederowie i amoniaki
poturcz - południowowschodnioeuropejski kurdupel
a on ją w odwecie zatrzasnął w klozecie
te, młodzianek, popraw se wianek.
umyj rączki, chamie. no, łapę daj, ośle.
głupi jak kilo gwoździ
spodnie jajognioty*
piłeś - nie jedź, nie piłeś - wypij
antoni anielski
może zamienimy się głowami?*
tak być nie będzie!
do jasnej polędwicy/skarpetki
kalny i kataralny
ściana obsrana bluszczem*
spokój w pueblo
toasty się polały
jakiś poet
feng szuj, biurdel
jak to się rżnie
azbestowe łapki i portki - moje do garnituru
smakowite, ale wolałaby wódeczkę
jajeczko na łeb się nadawa
kotłowanie
czarny smok w kropki bordo
łaziłam za nią z kawą
randapizm
będę się wywabiać
instalacja pt. "pij na stojąco"
ptyś otworzył się w gotowaniu, pewnie z perłą
otwierajcie te kalifornie
tak zwany papier
masz dzwonek - dzwoń
człowiek wypuścił pawia, bo miał dobre serce
prezydent jedzie do rygi
kto mi pomoże donosić?
mam taką przypadłość, więc wiem, że to choroba
ognista od cycków w dół*
mam swoje zdanie i zgadzam się z nim w 100%*
znam go pół roku i dalej nie chcę do znać
wszystkie żony i dzieci są nasze
poniewierca
flachów ci u nas dostatek
mnie to nie interesa
narząd kłujny
kalecznictwo
łuku na muniu
zakałki
dajcie ichi'emu wykałaczkę, żeby się chłopak mógł wykałać
wrzątek i pomidor*
algezymetr
akroamatyczny

* genezę zaznaczonych znam, ale może innym razem, bo trochę to przydługie...

niedziela, 21 grudnia 2008

świąteczne wypieki






Zastanawiałam się, co by tu napisać optymistycznego w ostatnim poście przed świętami i postanowiłam podać przepisy na ulubione świąteczne wypieki Nadii (najbardziej ulubione, bo w ogóle łasuchem była strasznym i wszelkie ciasta i ciasteczka potrafiła zjadać w dużych ilościach.

Fotki zeszłoroczne. Na drugiej piernik.

I tak, jako pierwsze, ciastka zwane „kawalerskimi oczkami” (przepis skądś zdobyła moja mama i nieodmiennie od lat cieszyły się wielkim powodzeniem) – a czemu tak? Nie wiem, chyba szczególnie zachęcająco mrugały do nas ;-)




„Kawalerskie oczka”

- 15 dag masła zimnego
- 15 dag masła stopionego ciepłego
- 15 dag cukru pudru
- 3 żółtka
- 45 dag mąki krupczatki (najlepsza do tego celu)
- białko do smarowania
- 15 dag siekanych (dość grubo) orzechów
- konfitura z wiśni
- cukier puder do posypania (z wanilią)

Świeże masło utrzeć w makutrze na pianę i cały czas ucierając dodawać lekko ciepłe sklarowane masło, po łyżeczce cukier, po 1 żółtku. Na końcu wsypać mąkę i jeszcze raz wszystko dobrze utrzeć. Wstawić do lodówki, by ciasto nieco stężało. Formować spłaszczone kuleczki z wgłębieniem w środku, posmarować białkiem i posypać siekanymi orzechami. Piec w nagrzanym piekarniku (nie podam dokładnego czasu, bo piekarniki są różne i ja np. muszę zawsze piec dłużęj niż w przepisach, ale ok. 25 do 40 min). Zaraz po wyjęciu posypać cukrem pudrem i w zagłębienia na środku nakładać odrobinę odsączonej konfitury (ta zwykle też była domowa i razem to naprawdę jest pyszne!).

Makowiec (strucla makowa)

Z tym makowcem, który robiłam od paru lat, wiąże się taka historyjka. Robiłam już od wielu lat paszteciki grzybowe z ciasta francuskiego własnej również roboty i zawsze jeszcze byli chętni, którzy zamawiali jakąś część tej produkcji dla siebie. W tym kolega Jacek G. (który zresztą jak się okazało kiedyś przypadkiem, ukrywał przed częścią swojej rodziny, że to nie z jego kuchni pochodzą). Jakieś 2 lata temu zrobiłam makowiec, z którego wyrósł tak istny potwór, że doszłam do wniosku, że same tego nie zjemy (chociaż chyba jednak nie doceniłam możliwości Nadii pod tym względem) i wobec tego do dostawy pasztecików dodałam Jackowi bonus w postaci części tego makowca. Przyjął grzecznie (ale, jak później się przyznał, bez przekonania, bo wygląd istotnie nie był najbardziej zachęcający ze względu na te gargantuiczne rozmiary), po czym jego rodzina oszalała i zażądała, żeby zamawiać przede wszystkim makowiec, a potem dopiero paszteciki...

Ciasto:
- 40 dag mąki
- 15 dag masła
- 5 dag drożdży
- 3 łyżki tłustej śmietany
- 2 jajka
- 2 żółtka
- skórka otarta ze sparzonej i wytartej połówki cytryny
- 2 czubate łyżki cukru pudru
- 1/3 łyżeczki soli

Masa makowa:
- 40 dag maku (broń Boże gotowa masa makowa, bo to straszne świństwo, natomiast jeśli się uda zdobyć może być mak już zmielony, byle bez dodatków)
- 1 l mleka
- 15 dag masła
- ¾ szklanki miodu
- laska wanilii
- 10 dag siekanych migdałów (mogą być płatki migdałowe)
- 15 dag sparzonych rodzynek
- 2 łyżki posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej
- 4 jajka
- 1 szklanka cukru
- łyżki koniaku lub brandy lub rumu

Mak umyć na sicie, zalać wrzącym mlekiem i gotować razem pół godziny na małym ogniu. Osączyć i trzykrotnie zmielić w maszynce. Do stopionego masła dodać miód, ziarenka wanilii, bakalie i mak i smażyć 15 minut ciągle mieszając. Ostudzić i dodać żółtka utarte z cukrem, pianę ubitą z białek i alkohol. Dobrze wymieszać.
Aby przygotować ciasto – drożdże rozprowadzić w śmietanie i zostawić na chwilę w ciepłym miejscu. Pozostałe składniki posiekać na stolnicy, dodać drożdże i wyrobić niezbyt ścisłe, lśniące ciasto ( w razie potrzeby dodać nieco ciepłego mleka lub wody). Rozwałkować na duży prostokąt (albo 2 mniejsze, wtedy łatwiej się to wszystko zwija i nie rosną takie potwory). Nałożyć nadzienie zostawiając wolne brzegi i zwinąć sklejając końce. Owinąć struclę papierem do pieczenia (wtedy się tak nie rozłazi) i przenieść do podłużnej formy do pieczenia. Przkryć ściereczką i zostawić na godzinę w ciepłym miejscu. Piec ok. 50-60 min. W nagrzanym do 180 st. piekarniku.

I na koniec bardzo łatwy przepis na piernik, który na dodatek zawsze wychodzi.

Piernik

- 3 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- 2 łyżki kakao
- opakowanie przyprawy do piernika
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- 3 jajka
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka powideł śliwkowych
- pół szklanki miodu
- ¾ szklanki oleju

Wymieszać suche skladniki: mąkę, cukier, kakao, przyprawę do piernika, proszek do pieczenia, sodę.
Dodać same żółtka jaj, mleko, powidła, miód, olej. Dokładnie wymieszać.
Białka ubić i delikatnie połączyć z masą. Przełożyć do wysmarowanej masłem foremki. Piec ok. min. w temp. 180 st.


Życzę Wszystkim Spokoju i Ciepła Świąt w gronie Bliskich, Rodziny, Przyjaciół***

czwartek, 18 grudnia 2008

nieistnienia cz.4



I znowu kawałek. Ten porusza mnie szczególnie.




(...)
kiedy się tak nie ma co ze sobą zrobić
takie gapienie się w przestrzeń
godzinami
(a może tylko po parę sekund)
wydaje się niezłym pomysłem
a w każdym
razie
chyba
nie będzie
aż tak
przypominać mi
o moim
nie-do-końca-istnieniu...

znowu muszę grać
siebie
nienawidzę tego
najbardziej ze wszystkiego

podobno
co mnie nie zabije
to mnie wzmocni
- ale chyba zdąży
wcześniej mnie zabić
o ile jest we mnie
jeszcze
coś śmiertelnego
coś z człowieka
który myśli i czuje

a to wszystko
tak naprawdę dla zabicia czasu.
a (może) jednak...

nieznośna lekkość
umysłu
sprawiła, że uleciał
gdzieś
poza

i wraca tylko
od czasu do czasu
żeby mnie trochę pognębić

nie jest tak prosto
jasno
ale i tak lepiej
niż gdybym był z wami
tu jest mnie coraz mniej
tu przynajmniej nie muszę udawać

tylko
wy, których nie znam
i którzy mnie nie znacie
(jesteście chyba tylko jakimś symbolem)
możecie mi powiedzieć kim jestem*

jakie to piękne
- chociaż znowu muszę umrzeć
tym jednym razem
jest to przynajmniej w miarę bezbolesne

dźwięki
z przestrzeni poza
mną
albo

jakie to piękne

zabijcie jeszcze raz
proszę

błagania, rzucane
w powietrze
modlitwy do samego siebie

wracam i trzaskam drzwiami
chyba wracam do siebie
rozmawiam z echem
ćwiczę rolę
(...)

--------------------------------
* Czy wiemy kim jest?
----------------------------------
Teraz na odmianę są problemy z tym serwerem i nie mogę zmienić koloru, czcionki ani jej wilekości

poniedziałek, 15 grudnia 2008

księżycowa


Znalazłam taką krótką formę tym razem, nie wiem czy miała to być notatka do czegoś, czy już rzecz skończona; mnie podoba się taka, jaka jest.



twarz piękna księżycowa

ty jest

pomostem pomiędzy

(ja jestem

poza)




















Może rzeczywiście sama nie była w pełni "ziemska"?

piątek, 12 grudnia 2008

nieistnienia cz.3 – piekło i raj

Zastanawiając się nad udziałem w konkursie recytatorskim w języku angielskim, Nadia wytypowała wstępnie kilka tekstów. Wśród nich był fragment „Raju utraconego” Miltona ("what more lost in hell?" - nadal mam jego zapis w komputerze), który to wybór wydał mi się zdumiewający, bo nawet w języku polskim jest to arcytrudny tekst. Nie powiedziałam jej tego, bo nie chciałam Jej zniechęcać. Po cichu też byłam dumna, że tak wysoko stawia sobie poprzeczkę... Kto dziś w ogóle zastanawia się czym jest piekło i raj, a jeśli, to jak inne dziś te wyobrażenia? Komu chce się czytać poematy? Nadal jestem zdumiona.

Ale właściwie, przyglądając się różnym Jej pracom, a także fascynacjom (tak, nawet DM w tym kontekście jakoś widzę), coraz bardziej dostrzegam jak logiczny był także i ten Milton.

I spójrzcie jeszcze raz na ten rysunek:


W końcu jednak zdecydowała się na Szymborskiej „Kota w pustym mieszkaniu”, ale wahała się prawie do ostatniej chwili...

nieistnienia cz.3

(...)

tak, dajcie więcej

niech mnie zaboli

niech poczuję

chcę wiedzieć, co i kiedy zrobiłem

nie tak

jak należało

prędko

bo teraz już

bardziej mnie nie ma niż jestem

uciekam

jak wygnany

z raju

wygnany z piekła

raj płonie

sodoma i gomora

nie mogę nawet spojrzeć za siebie

spadłem ze schodów

krew wydaje się być

realna

fizyczna

ale nawet ból jest jakiś inny

płonący raj

piekło mnie goni

spokojnie podąża za mną

piekło jest gdzieś tutaj

we mnie...

i tylko

parę słów

zawieszonych w przestrzeni

teraz

tylko to nas łączy

w moich snach.

w rzeczywistości

jeszcze mniej.

to, co z ciebie pozostało

we mnie

określa, na ile istnieję

bo dla ciebie byłem ważny

byłem kimś

kimś, kogo teraz nie mogę znaleźć

like a motherless child...

jak ja bez ciebie

więc

na ile jeszcze jestem sobą?

nie wiem, jak można mnie kochać

wiem tylko, że to możliwe

i tyle

chociaż nie jestem pewny, czy cokolwiek zaszło

między nami

wydaje mi się

że niestety

na szczęście

tak

życie mnie nie kocha tak jak ty.

a może?...

zasypiam

i na parę godzin

jestem chyba prawie szczęśliwy

w słodkiej gorączce

czy naprawdę się uśmiecham?

możliwe.

możliwe, że nawet mam nadzieję

dopóki nie przyjdzie świt

i dzień

- znowu

załamię się

na chwilę

a potem znowu nie będzie czasu o tym myśleć

(a przynajmniej mam taką nadzieję)

aż do wieczora

tamte drzwi

zamknięte

sacrum

nie wejdę

teraz, sam tutaj

słaby i oślepiony

nie wejdę,

nie przekroczę progu

nie chcę wiedzieć nie chcę

pamiętać

błękitny płomień

oczu

zgliszcza raju

którego nie ma kto odbudować

przynajmniej jak na razie

a kiedy będzie

może to już być za późno

(...)

środa, 10 grudnia 2008

rodzinne podobieństwa

Wracam do tekstów Nadii, bo to w końcu ważniejsze niż trwałe czy chwilowe moje żale. Nawet w tym małym fragmencie widać rzeczywiście podobieństwo naszego pisania, formułowania myśli. To zresztą sięgało dalej, czasem ktoś mylił nasze głosy przez telefon. I znowu nic dziwnego, zwykle żyjąc w rodzinie mamy podobny sposób mówienia, używamy podobnych wyrażeń, a że często i tembre głosu matki i córki bywa podobny, łatwo o pomyłki. Mnie mylono z moją matką, moja bratanica ma identyczny głos i sposób mówienia jak jej mama, itd, itd.

Wspólna fotka z wernisażu Wilkonia w BWA.


25 sierpnia 2007

wstęp

Tak więc decyduję się napisać coś bardziej na serio. Co z tego wyjdzie, rzecz jasna nie wiadomo. Jeśli w ogóle wyjdzie.

Osoby, które prowadzą lub kiedyś prowadziły jakikolwiek rodzaj pamiętnika, pewnie wiedzą, że przydaje się czasem sobie trochę uporządkować myśli. A w każdym razie niektóre rzeczy spisać – w końcu cholera wie, do czego się to kiedyś może przydać, a pewne myśli, szczególnie z gatunku tych bardziej błyskotliwych (przynajmniej w naszym własnym mniemaniu), lepiej zapisać, nim się je zapomni.

Ostrzegam niniejszym wszystkich, którym będzie dane przeczytać ten chłam, że nie roszczę sobie pretensji do powagi, istotności tego, co piszę... Generalnie staram się w ogóle nie rościć pretensji do czegokolwiek. (W chwili, kiedy to piszę, w radiu Kaczyński mówi, że oto mamy najlepsze lata dla Polski od bardzo długiego czasu! A mnie na usta ciśnie się komentarz krótki acz treściwy: o kurwa.)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

myślenie i milczenie

Nie chciałam, żeby ta strona była miejscem wylewania żalu, obce mi jest publiczne pokazywanie prywatnych emocji; miała służyć i służy, głównie poznawaniu Nadii. Ale jestem tylko człowiekiem, nie jakąś super-bohaterką, moja odporność, dzielność, czy jak to niektórzy określają „siła” - ma swoje granice. Doszłam też do wniosku, że może dobrze by zrobiło otwarcie niektórym oczu.

Rien faire, ca ne veut pas dire – ne pas faire du mal...



Wczoraj puściły mi nerwy.

Zdarza się (jest to chyba najczęściej używane wyrażenie w książkach Kurta Vonneguta – jednego z moich ulubionych pisarzy). Jak to również zwykle bywa, dostało się raczej niewinnej osobie, która miała tego pecha, że jej słowa były przysłowiową kroplą...

Jakie słowa?

„ - Często myślę o tobie...”

Co w tym złego? Na pozór nic. Nie zliczę ile razy to słyszałam w ciągu ostatnich miesięcy. Ale zazwyczaj słyszę to od osób, które poprzestają na tym myśleniu i mają niezwykle wygodne poczucie, że ich myślenie jakoś mi pomaga. Otóż nijak mi nie pomaga i w ogóle mi nie robi różnicy. Nie mam żadnej specjalnej anteny, która odbierałaby w jakikolwiek sposób to intensywne „myślenie”. Zdecydowanie wolę choćby i maleńki wysiłek, ale zauważalny w normalnym wymiarze: telefon, sms, e-mail, wizyta... To rzeczywiście jakoś mi pomaga. Trudne, co?

Podobno zdarzają się tacy, co siłą woli potrafią przenosić przedmioty na odległość, ale osobiście nie widziałam, żeby choć włos na głowie się poruszył od myślenia i jakoś nie odczuwam działania mocy płynącej z dobrych myśli pod moim adresem. Może jest za słaba (moc), a może lepiej zaufać bardziej bezpośrednim sposobom działania?

Ciągle też słyszę: „Wiesz, ludzie nie wiedzą jak się zachować...” Powtórzę za Słonimskim: „Jak nie wiesz jak się zachować, na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie”.

Kiedy słyszę na dodatek, jaka to jestem dzielna i jak wspaniale sobie radzę, to wychodzę z siebie. Bo mówią to najczęściej osoby, które nie mają żadnej prawdziwej wiedzy na temat tego jak rzeczywiście sobie radzę, bo tak na wszelki wypadek unikają możliwości jej zdobycia. Ktoś znajomy napisał mi parę miesięcy temu: „Jesteś potrzebna mnie i innym...”. Inteligentny człek wiedział, co należy powiedzieć, dowcip tylko polega na tym, że teraz nigdy z własnej inicjatywy się do mnie nie odzywa. Naturalnie, jak wszyscy, ma ważniejsze sprawy, tylko pytanie do czegóż to jestem mu potrzebna staje się dosyć intrygujące.

Mam wrażenie chwilami, że świat stanął na głowie, bo permanentnie spotykam się z oczekiwaniem, że to ja ułatwię tym, którzy „nie wiedzą jak się wobec mnie zachować” to zachowanie i to ja mam wykazać szczególną delikatność i wyrozumiałość wobec tej nieumiejętności. Otóż, nie muszę i nie chcę tego robić! i jeśli do swojej osobistej traumy mam jeszcze dokładać troskę o psychiczny komfort innych, to wybieram całkowity brak kontaktu z tymi tak niezwykle delikatnymi osobami. Nie znam dnia bez łez, taka jestem dzielna i jakoś nie czuję się na siłach podbudowywać samopoczucia innych.

Wychodząc poza sytuację osobistą, to chyba naprawdę poważny problem społeczny. Nieumiejętność rozmawiania, nieumiejętność okazywania uczuć, omijanie trudnych sytuacji, odkładanie na później. Wizyty u cioci, babci, rozmowy z rodzicami, mężem, żoną, dzieckiem...

I powszechne złudzenie, że nic nie robiąc nie robimy nic złego. A jednak istnieje absolutnie realnie coś takiego jak grzech zaniechania. I są rzeczy i działania, których odkładać nie można, bo jest tylko jeden właściwy i niepowtarzalny moment, w którym można i należy coś zrobić: uratować, pożegnać, poznać człowieka, naprawić zło, okazać współczucie...

Okrutny przykład: francuskiej rodzinie Nadii wydawało się, że mają masę czasu na Jej poznanie. Teraz muszą z tym żyć. Im też to dedykuję, ale niech wszyscy to przemyślą.

Oczywiście zapewne odezwą się właśnie Ci, których rzecz w najmniejszym albo żadnym stopniu nie dotyczy, ale tak to już bywa niestety.

Tyle, wyjątkowo i osobiście ode mnie. Nie chcę już więcej do tego wracać.

Fotka też wyjątkowo moja. Chętnie poczytam dlaczego taka.

piątek, 5 grudnia 2008

nieistnienia cz.2

Nie będę tego publikować codziennie, ale póki co jednak kolejny kawałek:


(...)

nie wiem kogo udaję

czy poetę

czy siebie

czy to, co mnie niszczy

czy to, czym się stanę

ale to też nie jest ważne

patrzę przed siebie

patrzę w lustro

nikogo nie widzę

tylko błędny wzrok

zabawne

jest prawie tak samo

jest tak jak wtedy

pomijając to

że jestem sam

cholera

znowu zabolało

i to tak mocno

tak, znowu jest jak wtedy

nie chcę już więcej nic pamiętać!

anybody come to console me?

(...)

czwartek, 4 grudnia 2008

nieistnienia cz.1


Znalazłam gdzieś przypadkiem archiwalną stronę z „Super-Novej” nt. zeszłorocznej Lipy, gdzie napisano, że tekst Nadii pt. „Nieistnienia” zrobił podobno na jurorach duże wrażenie. Zamieszczono także Jej zdjęcie z Carmelkiem, zdjęcie, którego nigdy przedtem nie widziałam.

Tekst wysłany na Lipę to była taka mocno skrócona wersja (skrót samej Nadii), w zbiorku zamieszczono jeszcze krótszy wybór. Ale ten pierwszy oryginalny tekst, który chyba ma też związek z Altersightem (i jest rodzajem poetyckiego monologu Piro, jednego z bohaterów tegoż), liczy, uwaga!!! – 53 strony!!!! Chyba całość się rozwijała, bo w pliku Nadii ostatnia zmiana została zapisana 8 czerwca br. Jest tam sporo niesamowitych fragmentów. Nie mogę tego przytoczyć w całości, ale spróbuję stopniowo co ciekawsze wersety przytoczyć. Robią wrażenie, zwłaszcza wobec nieuniknionych skojarzeń z rzeczywistymi wydarzeniami.

I dziś początek:



(...)

jakoś sobie radzę

chyba

ale nie wiem, jak długo jeszcze

mogę

iść przed siebie w ciemności

jak tu

i nie upaść


chcę być jak najdalej stąd

jak najdalej od siebie

od prawdy


jestem ponad tym

tylko na chwilę

to nie zabierze dużo czasu


i przez chwilę jest

prawie pięknie

tak, że aż trudno uwierzyć

że czas się zatrzymał

albo


niedokończone myśli

niedokończone życie

niedokończone unicestwienie

brak


puste dni

tak, znowu tutaj


znowu ból

sny pozbawione logiki

jak zwykle

chyba o czymś zapomniałem

chyba muszę wrócić


i tak nie ma kto na mnie czekać

może oprócz tego

co wydaje mi się, że sam stworzyłem


albo to we mnie coś płonie

i mam gorączkę

albo to coś zewnętrznego

spoza mnie

niezależnego od mojej woli

coś, o czym nie mam pojęcia

o czym być może należało pamiętać

a może lepiej nie

żeby później mniej dręczyło

(...)

wtorek, 2 grudnia 2008

podstępne jesienne anomalie

Fragment poniższy Altersighta o jesieni, która, jako żywo również teraz podszywa się po wiosnę i lato, itd. (patrz tekst). Nie znam szczegółów geograficznych realiów miejsc akcji i krain wszelakich będących scenerią akcji Altersighta, ale widać z tekstu niewątpliwie, że i tam pory roku zwariowały...

Nie powiedziałabym, że gwałtownie potrzebuję zimy, ale zaiste trudno właściwie się zorientować, ciuchy właściwe dla jakiej pory roku, należy mieć na wierzchu. I tutaj na dodatek wieje. Może stąd ten stan dziwnego oszołomienia? Nic już nie wiem.

I

Tymczasem w Meiido niepodzielnie zapanowała aura z gatunku tych szczególnie kalnych i kataralnych. Agenci et consortes nie byli tym szczególnie zaskoczeni, znając dobrze uroki półkuli południowej o tej porze roku, nie można jednak powiedzieć, by tego z utęsknieniem wyczekiwali – nic to zresztą nowego pod słońcem.

Nikt, kto lakh czy agent, nie lubi jesieni. A tym bardziej jesieni, która w sposób zaiste perfidny, posługując się ogólnoglobalnym kalendarzem, podszywa się pod wiosnę i lato. Ponadto jesieni, która za żadne Chiny czy nawet cały Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich nie chce ustąpić miejsca zimie - a kiedy to już nastąpi, skrócona zima jest nieprzeciętnie siarczysta. Pomijając zresztą kwestię zimy, kalendarza i innych machlojek, jesień od wieków wieków na wieki wieków synonimem nudy jest najwyższej i absolutnej. Jeśliby użyć starego i oklepanego, ale doprawdy celnego porównania, jesień w Meiido jest jak papier toaletowy: długa, szara i do du... żego poważania?

I dalej: nikt, kto lakh czy agent, nie zaprzeczy, że najlepsze na tym łez padole jest to, czego władza – przynajmniej na danym obszarze – nie chce i nie lubi.

I dalej: Hiko w przypływie lekkiej, acz niewątpliwie jesiennej już nudy, jak również lekkiej paranoi, uważnie przestudiowała statut uczelni. Nie była to jednak tylko ot, taka sobie fiksacja – przyświecał jej bowiem pewien ważki cel. Celem tym było upewnienie się co do pewnych luk w owym regulaminie. (...)

może ciąg dalszy nastąpi, a może nie.