Od poniedziałku można się spodziewać czegoś nowego.
A tutaj pewnie również w przyszłym tygodniu umieszczę jeszcze ankietę i już teraz proszę o jej wypełnienie.
Nadia, chociaż tu, tymbardziej należałoby powiedzieć – ESTY, co parę razy zostało już wspomniane, była wielką wielbicielką herbaty. Najwięcej pijała zielonej liściastej, parzonej zgodnie z wszelkimi regułami. Znała się na niej lepiej niż ja, bo jak już coś ją zainteresowało, to zabierała się za poważne studiowanie tematu*. Miało to także związek z Jej zainteresowaniem różnymi kulturami Wschodu.
I tak, w Jej pokoju, mamy na przykład takie oto książki (wiele przywędrowało tu z mojego i w końcu tu zamieszkało na dobre): „Księga herbaty”, „Flirt herbaty z medycyną”, „Kuchnia japońska” x 2 (dwie różne książki na ten temat), „Kuchnia chińska”, „I-CHING - księga wróżb” (właściwie też x 2, bo jest wersja polska i angielska), „Teatr Orientu”, „Życie codzienne w Japonii w epoce samurajów”, „Trzy filary zen”, „Bezdźwięczny głos klaszczącej dłoni”, „Tajemnice energii ziół”, „Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących”, „Klejnot Wschodu”, „Perła Wschodu”, „Feng Shui”, kilka japońskich powieści oraz zbiorów opowiadań, trochę tomików mangi oczywiście także.
No i jest jeszcze kolekcja puszek herbaty, na herbatę, pudełek, torebek herbaty, itd.
W Jej zapiskach nie ma tekstu poświęconego wyłącznie herbacie, ale dużo różnych mniejszych i większych wzmianek na ten temat, np. taka, dość zabawna, z 22.02.2008:
Może zacznę praktykować zen, ale na razie żyję tylko biologią.
Może zacznę malować olejne obrazki różne, ale na razie... Jak wyżej.
Próbuję odstawić czarną herbatę, bo bardziej niezdrowa niż zdrowa. Na razie przyzwyczajenie wygrywa. Pewnie na starość zachoruję na Alzheimera.
Będziemy** popularyzować kulturę Norwegii w Polsce. Więcej później. Teraz idę kuć biologię, póki... gorąca czy co? Jak jest?
Albo końcówka z 21 maja 2008:
Wypiłam tę czereśniową herbatkę, nawet dobra. Ach, jakiś anemiczny ten wpis. To pewnie przez ten rachityczny długopis. Brzyyyydko.
Było też o herbacie parzonej we Francji, pamiętacie?
I jakiś taki fragment: „...pielęgnuję swoje uzależnienie od herbaty...”
*W wieku ok. 7,8 lat zainteresowały Ją zapachy i z tamtego okresu mamy np. takie książki: „Aromaterapia – pachnąca sztuka” oraz „Wielka księga perfum”. I pamiętam jaka byłam zdziwiona, bo tę drugą książkę kupiła za własne pieniądze i świadomie wybrała ją zamiast jakiejś zabawki czy gry. A nie była tania.
** To ma związek z moim projektem, przy którym Nadia pomagała mi tłumacząc na angielski potrzebny mi tekst.
Zaloguj się |
Jeżeli chodzi o De Mello... tak, on zasadniczo ma rację (może raczej: miał? w końcu już nie żyje? Chociaż racja jest nadal, więc cholera wie? Żeby ewentualni puryści się nie czepiali... dobra, nieważne zresztą). Tak myślę. Ma rację w kwestiach dotyczących bycia więźniem przywiązań, przyzwyczajeń, uprzedzeń etc., tak. Ale za jego nauką – podobnie oczywiście jak za czymkolwiek innym, co obieramy za wskazówkę, nie można podążać całkiem bezkrytycznie – wtedy dopiero można się zgubić. Ogólnie zresztą ślepa wiara w cokolwiek nie wydaje mi się mieć sensu.
Gdy na to spojrzeć z innej strony: przecież prawdziwa wiara jest absolutna, pełna, bezkrytyczna! Czyli ślepa.
Dlatego też ja nie wierzę – to znaczy: nie jestem wyznawcą żadnego konkretnego systemu. Mój sceptycyzm mi na to nie pozwala. Nie jestem w stanie do niczego podejść bezkrytycznie. Bardzo dobrze... a może źle. dlatego też:
a) Szukam. Szukam cały czas prawdy praktycznie o wszystkim – jakkolwiek banalnie i pretensjonalnie to może zabrzmieć. Nawiasem mówiąc, trochę dziwne, ciężko bowiem szukać wiedzy doskonałej, nie wierząc, że doskonałość ma w ogóle rację bytu – chociaż, kto wie? I czy cokolwiek z tego wynika, czy kiedykolwiek wyniknie – pytanie...
b) Zapewne do śmierci pozostanę ateistą. Sceptycyzm nie pozwala bezkrytycznie uwierzyć, rozum wytyka luki w danym systemie rozumowania, paradoksy, absurdy, nieścisłości (szukanie dziury w całym? zarozumialstwo? lubię robić na przekór, ale nie tylko ot tak sobie, dla zasady, sztuka dla sztuki...).
...miłosny. Adresat niech pozostanie nieznany nikomu poza samą autorką. Ładny. Nie każdy pewnie takie pisze, ale pewnie każdy to kiedyś czuł, albo czuje. Nie każdy znajduje słowa, ale każdy ich kiedyś szuka.
"odchodzę..."
odchodzę
przeważnie
od zmysłów
gdy ciebie nie ma przy mnie
bo gdy cię nie mam tu blisko
- na co mi wzrok, nie mając twoich oczu
twojego wejrzenia
i na co mi słuch, gdy powietrze nie drży
od twego głosu
a i ręce na dotyk mogą być ślepe
- jak i całe ciało -
gdy twoich rąk nie spotkają...
na co usta czułe, jeśli
ust twoich smak tylko w pamięci
po co powietrzem oddychać
mając tylko twój zapach na poduszce
- i na co wszystko poza
jeśli czujemy się wzajemnie
tak mocno
ale
na odległość...
i dlaczego wariuję
od zmysłów odchodzę
wiedząc przecież
że ze mną jesteś zawsze
i na zawsze?...
odchodzę od zmysłów
a ty nimi jesteś przecież
nie idź
nie będę
ślepa obijać się o ściany
- zgłaszam sprzeciw
Czyli zapiski Nadii z lutego. O ile mogę się domyślić z formy (zachowanej w oryginale) to Jej posty na forum (jakim?) opowiadające historię wejścia w posiadanie wymarzonego singla DM. Mogę dodać od siebie, że radość, jaką Jej sprawiłam zamawiając tę płytkę w święta, była warta wielokrotnie więcej i chyba żaden inny prezent nie sprawił Jej takiej radości, od patrzenia na którą rosło serce...
No i oczywiście obfotografowała tę zdobycz z każdej strony, ze szczególnym uwzględnieniem numeru egzemplarza (52 na 10 000).
srutu tutu
... z tematu wynikałoby, że nic poważnego, głębokiego, żadnych refleksji i filozoficznych przemyśleń dzisiaj nie będzie.
tak by było, gdyby to, co de facto piszę, faktycznie jasno i dość jednoznacznie można by było wywnioskować z tematu postu.
ale żeby było zabawniej, oczywiście będzie raczej na odwrót xD
no więc tak, primo.
precelek.
w ogóle, dla niewtajemniczonych, o co wogle chodzi z tym precelkiem. "precelek", jak my to w branży nazywamy, to jeden z singli DM, z płyty playing the angel – precious.
z precelkiem była w ogóle dość długa historia.
precious był jedynym z ostatnich singli, który nie został wydany na 7-calowym winylu. wobec tego ludzie z www.depmod.com (najbogatsza chyba strona kolekcjonerów DM) zorganizowali petycję do mute records, żeby takie wydanie "precelka" się jednak ukazało.
11 grudnia 2006 7" singiel ukazał się w limitowanej 10-tysięcznej edycji.
buhaha, co za gadanie, 10 tysięcy, limitowana edycja, chłe chłe, nie mam szans zdążyć, a poza tym pewno drogie jak cholera, pomyślałam sobie, gdy dowiedziałam się o sprawie, i od samego początku uznałam, że osobiście mogę na 7" precelku krzyżyk położyć.
przestałam się sprawą interesować.
do czasu oczywiście, bo w innym wypadku po cholerę byłoby całe to gadanie.
najpierw, gdy pojawiły się wzmianki o wydaniu, wreszcie, tego cholernego 7" precelka. trochę się zdziwiłam, czy ja wiem, coś na zasadzie "he, dopiero teraz...?", ale głębiej mnie to nie zastanowiło, a myśli na ten temat pozostały jak wyżej.
prawdziwy początek dla mnie miał miejsce jeszcze trochę później. czyli tuż przed świętami. zaglądam sobie na stronę mute bank ( www.recordstore.co.uk/mutebank/ ), wybieram wykonawce: depeche mode i patrzę co się wyświetla.
i co się wyświetla? jedna z pierwszych pozycji: wspomniany 7" precious. w cenie takiej samej jak i każdy inny 7" singiel, czyli jakies niecale 2,5£ (noo, +koszty wysyłki, koło 2,8£ chyba). omg... szczena mi opadła.
w wigilię pogadałam z matką i, hehe, złożyłam zamówienie. xD
przesyłka przyszła 4 stycznia... mój "precelek" ma numer 00052 xD a oto on...
rany, ile taki jeden, wydawałoby się, zwyczajny, okrągły, 7-calowy kawałek winylu, może dać szczęścia...:)))
moja pierwsza własna płytka winylowa xD
mój pierwszy własny oryginalny singiel DM... xD xD xD
dzień później (tzn 5 stycznia) miało miejsce kolejne dość ważne, jak sądzę, wydarzenie w mojej osobistej depeszowej historii.
około 11:25, w radiowej trójce.
jeden utwór DM, perełka ze strony b singla. "dangerous". pierwszy raz go wtedy usłyszałam.
wrażenie nieziemskie. ale nawet nie to najważniejsze, tylko
od pierwszych dźwięków absolutna pewność: to DM. na 101%. to musi być dm. to nie może być nic innego. nie było zapowiedziane, co to za utwór, ale od początku było to dla mnie dość oczywiste. no, gdy dave zaczal spiewac, nie było już cienia wątpliwości...
ale ta pewność 101-procentowa, to, że rozpoznałam ich po paru dźwiękach, od razu, bez wahania, ciekawe...........
noo, jak się jest od zawsze przeznaczonym na depesza...xD
dzisiaj też będą pozdrowienia.
- dla piotrka, który ma okropnego doła. potrafię zrozumieć, bo sama mam podobnie. cóż... żeby się wszystko ułożyło, tego ci życzę :)))
- dla mojej przyjaciółki alexann – małego... diablątka, które obecnie chce spać. tak. małe diablątko zdecydowanie chce spać... xD
- dla pewnej dziewczyny i pewnego gościa, raz w życiu spotkanych, ale miło wspominanych towarzyszy samotności w autobusie do domu :))
no dobra, to tyle. na dziś. tyle...
Zaloguj się |